Berlin i jego luzacki styl życia pozwala na swobodę. Taką mentalną, ale i rzeczywistą na co dzień. Choćby taki sobie prosty odruch jak chodzenie po ulicach... boso. U nas raczej nie do pomyślenia - np. w Szczecinie ( przynajmniej w centrum ). Raz, że pomyśleli by "czubek" dwa, że w Szczecinie trudno nie wejść w ... psią kupę ! Tutaj rzecz naturalna, a że akurat Schönenberg to dzielnica bardzo czysta to i mniejsze ryzyko na wdepnięcie w szkło, czy wspomnianą kupkę itd. 

Boso przez świat.

Podróżowanie rozwija to niewątpliwe, ale podróżowanie to też poszukiwanie siebie, swojej tożsamości, pragnień, czasami też poszukiwanie celu w swoim życiu. Można to robić standardowo z biurem podróży, planem kopiuj-wklej, według szablonu i bez większych zmian na odstępstwa. Można też po swojemu, swoimi ścieżkami, wyszukując loty, noclegi, planując z dnia na dzień lub podejmując decyzje spontanicznie. Tak po prostu - boso przez świat.

I ja właśnie wolę w taki sposób przemierzać nie tylko świat, ale i całe swoje życie. Po swojemu, czasami pod prąd. Może kiedyś zbyt mało odważnie, teraz dojrzalej i bardziej świadomie. Gubiąc się czasami, ale to też ma swój urok. I przecież też nie jestem jakimś wielkim podróżnikiem, bo dwa czy czasami trzy wyjazdy w roku to nic w porównaniu do tego co robią inni. A jednak patrząc na znajomych, sąsiadów, czy rodzinę czuję się odkrywcom świata. Świata i siebie przy okazji. Oni też odkrywają, ale bardziej szablonowo przez pryzmat posiadania dzieci, żon, mężów. I tego też im zazdroszczę, bo sam dzieci nie mam i miał nie będę, ale też widzę jak wiele to blokuje. Może egoistycznie powiem, ale czasami wolę tak jak jest, bo patrząc jak wiele trzeba poświęcić dla rodziny i rodzinnego szczęścia to nie jest to taka łatwa sprawa. Patrząc z drugiej strony, czy posiadanie żony, dzieci powinno być przyczyną do zapominania o własnych marzeniach i o sobie ? No chyba nie, a mimo to obserwuję jak wiele zwłaszcza kobiet porzuca pragnienia dla dobra rodziny. Do tego ta druga strona wcale specjalnie się tym nie przejmuje - mało tego wymaga wolności, czasu dla siebie, dla kolegów itd. A gdzie w tym wszystkim jest ta druga strona?

Oczywiście nie zawsze tak jest. Nie ma co dramatyzować i generalizować, ale warto się nad tym pochylić i zastanowić.

Kuba nie chce zdjęć.

No właśnie. Nowość - Kubisław nie chciał tym razem zdjęć. Mało tego nawet namawiał mnie do bardzo podłej rzeczy mianowicie, abym nawet nie brał aparatu ! Pomijam, że miał mnie w dupie i nie odebrał mnie z HBF gdzie jak dziecko we mgle szukałem metra, którego nie było. Wpis z moimi gorzkimi żalami jeszcze wrzucę osobny, aby podkreślić powagę sytuacji, ale już teraz nie omieszkam wypomnieć, bo wiem, że jego mama to czyta ( pozdrawiam <3 ) i szykuje mu słoiki. Jeden słoik lub nawet trzy mniej poproszę za te olewajstwo. Sytuację jeszcze uratował zabierając mnie na "patataja" ( tajskie amciu ) i towarzysząc mi na messengerze wieczorem, ale z siłownią i tak przegrałem ( w swoim życiu zawsze z siłownią przegrywam haha ), ale na szczęście jakoś sobie poradziłem samotnie przemierzając Berlin do późnych godzin. Zapamiętam to sobie swoją drogą. A i jeszcze zapomniałem, że zrobił ze mnie tragarza i wyglądaliśmy w metrze jak rosjanie z torbami ze stadionu X-lecia w Warszawie. Jedno usprawiedliwienie należy przywołać - praca na niego czekała więc powiedzmy, że wybaczam. Te torby też wybaczam, bo były z puzlami ( szafa do złożenia ) :P.

Berlin at night.

Berlin bardzo mi się spodobał. Miasto postrzegane jeszcze pół roku temu przeze mnie zupełnie na odwrót niż dzisiaj. O tym niebawem ! O tym zrobię zupełnie osobne wpisy, bo mam sporo fajnych zdjęć i wrażeń. Mam wenę i jako taki humor więc nadrabiam zaległości  korzystając z tego, że żyję już urlopem i faktem, że już za niespełna miesiąc wylądujemy z Kubą w Nowym Jorku i do tego jest fajna letnia pogoda i mnóstwo słońca. Myśli też już spokojniejsze.

Jak widzicie zdjęcia Kubie i tak zrobiłem, ale jak prosił aparatu brał już nie będę. Zresztą po co mi aparat w Nowym Jorku. Kto by tam chciał jakieś zdjęcia i sesje w takim mieście. Nieprawdaż ? Adios :)

 

 

Ps. w zasadzie nie napisałem po co byłem w Berlinie. No właśnie N O W Y   J O R K. Plan wstępnie opracowany ! A dlaczego BOSO przez świat ? Bo Kuba i ja to jak dwie bose stopy. Ja lewa - on prawa. Swoimi ścieżkami, błądząc, szukając, niby osobno, a jakimś cudem i tak wspólnie chociaż plany podobne i cele to rozbieżności też są. I fajnie. Carpe diem i do celu. Hakuna matata !

 

 

Galeria z OLEWACZEM: F&G_KUBA_BAREFOOT_THROUGH_THE_WORLD

 

 

 

BERLIN: BAREFOOT THROUGH THE WORLD

16 sierpnia 2022

Klauzula RODO

WROĆ DO BLOGA

Zapraszam do obserwowania i subskrypcji