Minęło kilka miesięcy od moich ostatnich zagranicznych wojaży. Cztery miesiące bez podróży to długo zwłaszcza gdy rok rozpoczął się tak owocnie. Jednak co się odwlecze to... wiadomo :)

BERLIN miasto metropolia najbliżej położona od miejsca mojego stałego zamieszkania. Tak blisko, a mi w zasadzie nieznana stolica sąsiadujących Niemiec. Wcześniej bywałem nawet często, ale zawsze jako fotoreporter udający się na szybki trip meczowy. zazwyczaj na mecz Herthy BSC z Bayernem Monachium. Dla kogo ? No wiadomo: Robert Lewandowski !

Tym razem było inaczej. Pierwszy raz pojechałem do Berlina od tak na luzie na szybki - nawet bardzo szybki, bo jedynie 6 godzinny wypad. Nie dla Robercika, a dla Kuby mojego frienda i towarzysza podróży wszelakich do Dubaju, na Cypr i ... cdn. Niebawem.

Ubahn stories.

Berlin lubię z jednego powodu. Nie ma chyba drugiego takiego miasta równie wygodnego do podróżowania. Tutaj nie czekasz na metro, czy kolejkę. Tutaj idziesz i praktycznie  z miejsca jedziesz dalej, a nawet jeżeli trzeba poczekać to nie trwa to długo. Ubahn, Sbahn, do wyboru do koloru. Tym bardziej teraz gdy niemieckie koleje mają przezajebistą promocję biletu miesięcznego za 9 euro (sic!). Tak 9 euro, czyli praktycznie za niespełna 50zł podróżujecie kolejami regionalnymi w tym RegioExpress i S-bahnem, U-Bahnem, autobusami, tramwajami itd. po całych Niemczech. Polecam !

BLUE BOY LINE.

Kuba rozkręca się w kwestii modowej. Wkręcił się niemało w szukanie odpowiednich stylówek, czasami mniej lub bardziej vintage, czy streetowych, ale zawsze oryginalnych. Berlin to fajne miejsce, bo odważne, może czasami nawet niedbałe, ale zawsze oryginalne. Pozwala na modowe szaleństwo jeszcze wciąż obce na naszych ulicach. I nie żebym miał jakieś kompleksy względem naszych rodzimych ulic - nie, ale u nas pomimo elegancji i jednak już fajnego wyglądu wciąż ciężko znaleźć ludzi totalnie oryginalnych. Jeżeli już są to przyciągają wzrok i dziwne spojrzenia. Tu jest inaczej. Wolność jaką pamiętam z Loveparade jest tu normalnością. Nie finezją, czy wymysłem "dziwacznego" ludu.

grunt to dobrać dobre... dodatki.

Umieć dobrać ciuszki to jedno, ale umieć dobrać do tego odpowiednie dodatki to drugie. Czasami jeden element potrafi zmienić całą stylówkę. Co widać na zdjęciach. Ringi, czy bransoletki za kilka euro z pchlego targu, który uwiódł mnie swoim kolorytem i w zasadzie prostotą. Raw flohmartk w środku miasta pośród starych murów pokrytych bajecznymi graffiti. Widzę już ten wieczorny klimat z ulicznymi światłami  lamp, fruwającymi gazetami i moim modelem, czy modelką. Bajka. Brakuje mi takich klimatów, artystycznego powiewu. 

Powiew w tym dniu znalazłem na stacji metra BaddinstraSe. To jedno z moich ulubionych zdjęć. Jest tu wszystko. Spojrzenie, streetowy styl, jest genialnie uchwycone otoczenie i równie genialnie męski portret. Męski, a zarazem delikatny. Ciuchy to jak ten ring - tutaj jedynie dodatek, bo cała istota jest wokół. Pędzące metro, kroczący ludzie i Kuba. Jaram się tym zdjęciem, bo jest chyba naprawdę dobre.

A cały klimat metra tylko uzupełnia całość. A przecież to jedynie kilka ujęć na zupełnie przypadkowej stacji. 

droga donikąd.

Czasami się zastanawiam, czy umiałbym żyć w takim dużym mieście jak Berlin. Z jednej strony miałbym obawy, że mnie to w jakiś sposób pochłonie. Z drugiej ciągle się zastanawiam jakby to było pobyć gdzieś indziej. Gdzieś mnie ciągnie, a jednocześnie trzyma tutaj, bo to co mi najbliższe jest tutaj, a tam byłbym poniekąd sam. Ostatnie miesiące to u mnie prawdziwie myślowy armagedon i burza nastrojów. Czułem się jak te pędzące metro, które nie ma swojej stacji, a jedynie przesiadki, na stacjach, na których się gubi. Gdy zrozumiałem, że to droga donikąd mój pociąg myśli zwolnił. Wystarczyło nie gonić, a jakoś wszystko samo się uregulowało. Teraz jestem prawdziwie stęskniony urlopu i kolejnego wypadu, ale już bez paniki, bo wiem, że czasami nie ma potrzeby zbyt wiele rozmyślać nad tym na co i tak nie mamy większego wpływu. Chyba dlatego kocham podróżowanie. To pozwala odetchnąć.

A jakby kogoś interesowało to... Kuba miał na sobie same vintagowe i fromarkowe ciuszki. Prosta koszulka, spodnie z lat 90tych ( takie nosiłem w podstawówce ! ), nie ma znaczenia jakich marek to było, bo loga i tak nie widać, ale liczy się dobranie. Nawet jak jest to koszulka z lumpa, czy sieciówki to można to wszystko poskładać w fajną całość. To taki pierwszy odcinek cyklu stylówek. Zapewniam, że będzie więcej. A nóż może kogoś zainspirujemy :)

A na koniec odbicie w lustrze. Takie vintagowe, bo Kuba w stylu vintage, a ja generalnie jestem vintage z racji wieku, ale wiecie co... chuj z tym :) vintage its cool ! My friend its cool. Więc luz.

Pełna galeria: KUBA BLUE LINE

BERLIN: BLUE LINE

26 czerwca 2022

Klauzula RODO

WROĆ DO BLOGA

Zapraszam do obserwowania i subskrypcji